Refleksja ks. Artura Kasprzaka z Pierwszej Ogólnopolskiej Pielgrzymki Akademickiej do Ziemi Świętej

Jerozolima. Tu naprawdę wszystko się zaczęło ...

Nawiedzenie miejsca najświętszego dla chrześcijan wydaje się być marzeniem życia. A jednak gdy zaczynamy pielgrzymowanie do Ziemi Świętej, cel naszej drogi niespodziewanie się zmienia. Najpierw tym celem wydaje się grób Pana Jezusa; lecz po dotarciu okazuje się, że droga zaczyna się jakby na nowo. Jezus bowiem nie jest zamknięty w pieczarze; grób jest pusty! Można do niego wejść – i wyjść bez płaczu. Jezusa tam nie ma!

Ja jestem”. Tak brzmiało hasło Pierwszej Ogólnopolskiej Pielgrzymki Duszpasterstwa Akademickiego do Ziemi Świętej, w której wzięło udział 200 osób, w dniach od 23 do 30 sierpnia bieżącego roku. „Ja Jestem” – to zarazem zawartość całego programu naszych duchowych przeżyć. Odkrywaliśmy sens tych słów najpierw na Górze Karmel, w Hajfie.

Hajfa to nowoczesne miasto portowe północnego Izraela. Spoglądając na tamtejszy świat, tak jak Eliasz, skryty w grocie góry Karmel (cf. 1 Krl 19), pytaliśmy: czy Pan jest w nawałnicy, w trzęsieniu ziemi, w ogniu czy w lekkim powiewie ? Odpowiedź czekała w Bazylice Zwiastowania: „Verbum caro hic factum est” - „Słowo stało się tutaj Ciałem”. Zanurzeni w kontemplacji – widząc kamienie, na których rodzili się, spali, żywili Anna i Joachim, Maryja i Józef – rozważaliśmy chwilę, gdy na pogrążonej w ciemnościach Ziemi pojawiła się światłość. Znaleźliśmy „Ja Jestem” Pana Jezusa w pokornej zgodzie Maryi na światło Boże. „Ja Jestem Światłem” stało się bijącym sercem Syna Bożego pod sercem Niepokalanej. Zobaczyliśmy owoc „FIAT” – ten pierwszy, nieskażony.Kolejny dzień poszukiwania obecności Boga, to zdobywanie Góry Tabor oraz spojrzenie na Górę Kuszenia. Obecność Boga jest prawdą; Jezus mówiąc do swoich Apostołów „Ja Jestem Prawdą” potwierdza ostateczną pełnię obecności Boga pośród swojego Ludu. Na Górze Tabor zdawało się nam, że chce to potwierdzić całe stworzenie. Trzeba było najpierw uczynić trochę wysiłku. Po półgodzinnej wspinaczce znaleźliśmy się na szczycie 562 m. Zobaczyliśmy piękno ziemi, sięgające aż po horyzont. Jeszcze przed ostatecznym potwierdzeniem tego, że Jezus jest samą Prawdą przez Zmartwychwstanie – czuliśmy już wtedy to, co zobaczyli Piotr, Jan i Jakub: jakby chwałę Syna Bożego, któremu oddaje pokłon cały kosmos: wszyscy wybrani (ziemia), wszyscy aniołowie (niebo). Tego samego dnia widzieliśmy jeszcze Górę Kuszenia. Również i tutaj świat stał się potwierdzeniem poszukiwanej prawdy, lecz znaleźliśmy ją inaczej: w środku pustyni. Zarazem widzieliśmy jej zaprzeczenie: obok prawdy istnieje wciąż kłamstwo. Góra Kuszenia znajduje się przy Jerychu. Jeśli najstarsze miasto świata upadło, to cóż dopiero może być z każdym człowiekiem! Dotknęliśmy tajemnicy walki; dotknęliśmy faktu, że ona się wciąż toczy. Góra Kuszenia to zapowiedź Góry Golgoty; Jezus zwyciężył ostatecznie Szatana na tej drugiej górze. Jego prawda nigdy nie runęła – ona wciąż pozostaje miastem warownym.

 

Piąty dzień pielgrzymki to poszukiwanie Boga jako Życia. Zwiedzaliśmy Bazylikę Narodzenia Pana Jezusa w Betlejem, a potem udaliśmy się do Ein Karem, miejsca nawiedzenia Elżbiety przez Maryję. Do dzisiaj zdumiewa nas skromność wszystkich miejsc i świątyń, które upamiętniają te wydarzenia. Większość kościołów katolickich w Ziemi Świętej została zaprojektowana w okresie międzywojennym przez Antoniego Barluzziego (1884-1960). Zrozumiał istotę Ewangelii bodaj najlepiej ze współczesnych sobie. Ona jest wciąż jak drobinka życia – jak ta, która pojawiła się w łonie Maryi. To jest Życie, zgodnie ze słowami Charlesa Péguy: jak pączek zdolny przebić korę drzewa, a który może być łatwo zgnieciony. Jednak w tym życiu spoczywa nadzieja przyszłego rozwoju drzewa. (cf. Les saints Innoncents). Jezus w Betlejem jest wciąż bardzo kruchy, wymagający opieki. Niemal słyszałem pytanie Maryi: „A ty – co dasz Mu w prezencie?”.

 

Kolejne dni mijały... i wreszcie cel – Jerozolima – został osiągnięty. Odkryliśmy to, o czym chcieliśmy się przekonać. Tak! Grób jest pusty! Ale pierwsze nasze wejście do niego było nieomal rozczarowaniem. Otóż grecka straż jest tam bezlitosna: na wejście do wnętrza grobu każdy pielgrzym ma zaledwie kilka sekund. Byłem rozżalony. Nie było czasu nawet na chwilę skupienia, bo zaraz znalazłem się poza grobem. Lecz Pan Bóg czuwał i słuchał naszych serc... Jakbym słyszał wtedy Jego głos: „Jestem z wami”. Przecież takie – pomyślałem – jest hasło programu naszej pielgrzymki. Modliłem się dalej, otwarłem Biblię i zacząłem czytać pierwsze słowa: Dzieje Apostolskie rozdział 17, wersety 16 – 34. Fragment opisujący św. Pawła głoszącego Zmartwychwstanie w Atenach. Pomyślałem – tu naprawdę nie ma przypadków! Jeszcze chwilę wcześniej byłem smutny, że nie udało mi się porozmawiać z moim Panem w Jego grobie. A oto teraz, kilka metrów obok – On jest! Co za radość: Jego Słowo przemawia ! Niby bez żadnego doświadczenia w grobie pańskim... a oto niespodzianka, jakby mrugnięcie oka Jezusa: zobacz, bracie, Ja Żyję, Ja Jestem po to, aby być z wami ! Nie szukajcie Mnie w grobie! Jestem tam, gdzie jesteście wy i wasza wzajemna miłość, wasza wspólnota !

 

Jerozolima. Tu naprawdę wszystko się zaczęło, wszystko – od momentu Zmartwychwstania. Lecz to był tylko początek: Jezus wciąż żyje! On jest z nami i chce, abyśmy to ogłaszali światu, czynili Jego cuda ! Grób jest naprawdę pusty. Tak jak Apostołowie po Zmartwychwstaniu mieli wrócić do siebie, do Galilei, tak samo i my, do naszych akademików czy uczelni. Z pewnością taka jest istota pielgrzymki: najbardziej istotne jest to, co ma się wydarzyć.... po niej. Pan jest z nami, także tutaj w Kaliszu.

 

*

 

W imieniu Duszpasterstwa Akademickiego, kilkunastu studentów którzy udali się do Ziemi świętej z naszej diecezji, składam najserdeczniejsze podziękowanie za wsparcie finansowe wszystkim ofiarodawcom, uczestnikom Mszy św. akademickiej w katedrze kaliskiej. Dziękujemy za modlitwy w naszej intencji. Nie byłoby tego wyjazdu bez inicjatywy i dobrej woli Biskupów i duszpasterzy większości diecezji naszej ojczyzny, szczególnie bez obecnego z nami Księdza Arcybiskupa Marka Jędraszewskiego. Dziękuję również za pomoc i błogosławieństwo Księdzu Biskupowi Stanisławowi Napierale, Biskupowi seniorowi naszej diecezji.

 

ks. Artur Kasprzak

Tego samego dnia światło Jezusa dotarło do naszych serc jeszcze w dwóch wzruszających historiach. Pierwsza dotyczy pewnego ojca, który modlił się przed ikonostasem prawosławnego małego kościoła przy Źródle Maryi. (Według tradycji, to tam dwa tysiące lat temu przyszedł do Maryi Anioł, aby zwiastować Jej dobrą nowinę). Wzruszająca chwila modlitwy ojca tulącego niedawno urodzoną córeczkę sprowokowała mnie, by poprosić o możliwość uwiecznienia chwili zdjęciem. Po wyjściu z kościoła okazało się, że była tam również matka. Przy kolejnym zdjęciu usłyszeliśmy wyjaśnienie: tego dnia dramat rozgrywał się w życiu owej rodziny. Ojciec ze łzami w oczach wyznał, że jego córka jest śmiertelnie chora; w sanktuarium szukał ostatniej pociechy. Zapytałem o imię:  Talida (Przyozdobienie). Ze wzruszeniem w sercu, trochę myśląc o prowidencji chwili, uczyniłem na czole małego dziecka znak krzyża. Obiecałem modlitwę... – w sercu poczułem Obecność, maryjne „Fiat”, wewnętrzny pokój i radość. Wierzę, że wszystko skończy się znalezieniem upragnionej nadziei.

Drugie światło Boga tego dnia, to Kana Galilejska; również wzruszające sceny. Tym razem zobaczyliśmy światło w znaku kapłańskiego błogosławieństwa małżonków. Zgodnie ze zwyczajem tego sanktuarium, małżonkowie odnawiają tu swoje ślubowanie. Wśród nas były trzy pary młodych, wciąż zakochanych w sobie osób. Światło Boże jakby biło wtedy z łez radości. Radość rysowała się na twarzy błogosławionych; lśniła również w oczach pozostałych naszych młodych pielgrzymów. Wielu z nich oczekuje na znalezienie dobrego męża, pięknej żony. Pewnie to daje im pewność nadziei: ich wzruszenie odbija światło Jezusa. Ono zawsze spełnia cuda...

Trzeci dzień naszego pielgrzymowania to zwiedzanie Galilei; szukaliśmy tam Jezusa jako Drogi. Jego słowa: „Ja Jestem Drogą” zrozumiał jako pierwszy święty Piotr. Zapytany, za kogo uważa Jezusa, jako pierwszy z Dwunastu odpowiedział: On jest Mesjaszem. Nasze osobiste wyznanie wiary, czynione wzorem Piotra, trwało cały dzień. Najpierw uczyniliśmy to na Wzgórzu Błogosławieństw. Zrozumieliśmy, że bycie uczniem Jezusa jest dla nas szczęściem. Skoro On jest z nami nawet wtedy, gdy w czymś nie domagamy, to rzeczywiście nie może nas spotkać większe szczęście. Po całym dniu, przy błękicie nieba i wód Jeziora Galilejskiego, przy zachodzącym słońcu wyraziliśmy raz jeszcze naszą wiarę. Uroczysta Eucharystia przy delikatnym szumie fal uderzających o brzeg.... Jakby nie trzeba było wtedy wierzyć; jakby to było wtedy, gdy rozmawiali Piotr.... i On - Jezus. Usłyszeliśmy dialog dojrzałej miłości i nowego posłania: Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie? Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham. Paś owce moje ! (J 21, 17)

Kolejny dzień poszukiwania obecności Boga, to zdobywanie Góry Tabor oraz spojrzenie na Górę Kuszenia. Obecność Boga jest prawdą; Jezus mówiąc do swoich Apostołów „Ja Jestem Prawdą” potwierdza ostateczną pełnię obecności Boga pośród swojego Ludu. Na Górze Tabor zdawało się nam, że chce to potwierdzić całe stworzenie. Trzeba było najpierw uczynić trochę wysiłku. Po półgodzinnej wspinaczce znaleźliśmy się na szczycie 562 m. Zobaczyliśmy piękno ziemi, sięgające aż po horyzont. Jeszcze przed ostatecznym potwierdzeniem tego, że Jezus jest samą Prawdą przez Zmartwychwstanie – czuliśmy już wtedy to, co zobaczyli Piotr, Jan i Jakub: jakby chwałę Syna Bożego, któremu oddaje pokłon cały kosmos: wszyscy wybrani (ziemia), wszyscy aniołowie (niebo). Tego samego dnia widzieliśmy jeszcze Górę Kuszenia. Również i tutaj świat stał się potwierdzeniem poszukiwanej prawdy, lecz znaleźliśmy ją inaczej: w środku pustyni. Zarazem widzieliśmy jej zaprzeczenie: obok prawdy istnieje wciąż kłamstwo. Góra Kuszenia znajduje się przy Jerychu. Jeśli najstarsze miasto świata upadło, to cóż dopiero może być z każdym człowiekiem! Dotknęliśmy tajemnicy walki; dotknęliśmy faktu, że ona się wciąż toczy. Góra Kuszenia to zapowiedź Góry Golgoty; Jezus zwyciężył ostatecznie Szatana na tej drugiej górze. Jego prawda nigdy nie runęła – ona wciąż pozostaje miastem warownym.

Piąty dzień pielgrzymki to poszukiwanie Boga jako Życia. Zwiedzaliśmy Bazylikę Narodzenia Pana Jezusa w Betlejem, a potem udaliśmy się do Ein Karem, miejsca nawiedzenia Elżbiety przez Maryję. Do dzisiaj zdumiewa nas skromność wszystkich miejsc i świątyń, które upamiętniają te wydarzenia. Większość kościołów katolickich w Ziemi Świętej została zaprojektowana w okresie międzywojennym przez Antoniego Barluzziego (1884-1960). Zrozumiał istotę Ewangelii bodaj najlepiej ze współczesnych sobie. Ona jest wciąż jak drobinka życia – jak ta, która pojawiła się w łonie Maryi. To jest Życie, zgodnie ze słowami Charlesa Péguy: jak pączek zdolny przebić korę drzewa, a który może być łatwo zgnieciony. Jednak w tym życiu spoczywa nadzieja przyszłego rozwoju drzewa. (cf. Les saints Innoncents). Jezus w Betlejem jest wciąż bardzo kruchy, wymagający opieki. Niemal słyszałem pytanie Maryi: „A ty – co dasz Mu w prezencie?”.

Kolejne dni mijały... i wreszcie cel – Jerozolima – został osiągnięty. Odkryliśmy to, o czym chcieliśmy się przekonać. Tak! Grób jest pusty! Ale pierwsze nasze wejście do niego było nieomal rozczarowaniem. Otóż grecka straż jest tam bezlitosna: na wejście do wnętrza grobu każdy pielgrzym ma zaledwie kilka sekund. Byłem rozżalony. Nie było czasu nawet na chwilę skupienia, bo zaraz znalazłem się poza grobem. Lecz Pan Bóg czuwał i słuchał naszych serc... Jakbym słyszał wtedy Jego głos: „Jestem z wami”. Przecież takie – pomyślałem – jest hasło programu naszej pielgrzymki. Modliłem się dalej, otwarłem Biblię i zacząłem czytać pierwsze słowa: Dzieje Apostolskie rozdział 17, wersety 16 – 34. Fragment opisujący św. Pawła głoszącego Zmartwychwstanie w Atenach. Pomyślałem – tu naprawdę nie ma przypadków! Jeszcze chwilę wcześniej byłem smutny, że nie udało mi się porozmawiać z moim Panem w Jego grobie. A oto teraz, kilka metrów obok – On jest! Co za radość: Jego Słowo przemawia ! Niby bez żadnego doświadczenia w grobie pańskim... a oto niespodzianka, jakby mrugnięcie oka Jezusa: zobacz, bracie, Ja Żyję, Ja Jestem po to, aby być z wami ! Nie szukajcie Mnie w grobie! Jestem tam, gdzie jesteście wy i wasza wzajemna miłość, wasza wspólnota !

Jerozolima. Tu naprawdę wszystko się zaczęło, wszystko – od momentu Zmartwychwstania. Lecz to był tylko początek: Jezus wciąż żyje! On jest z nami i chce, abyśmy to ogłaszali światu, czynili Jego cuda ! Grób jest naprawdę pusty. Tak jak Apostołowie po Zmartwychwstaniu mieli wrócić do siebie, do Galilei, tak samo i my, do naszych akademików czy uczelni. Z pewnością taka jest istota pielgrzymki: najbardziej istotne jest to, co ma się wydarzyć.... po niej. Pan jest z nami, także tutaj w Kaliszu.

*

W imieniu Duszpasterstwa Akademickiego, kilkunastu studentów którzy udali się do Ziemi świętej z naszej diecezji, składam najserdeczniejsze podziękowanie za wsparcie finansowe wszystkim ofiarodawcom, uczestnikom Mszy św. akademickiej w katedrze kaliskiej. Dziękujemy za modlitwy w naszej intencji. Nie byłoby tego wyjazdu bez inicjatywy i dobrej woli Biskupów i duszpasterzy większości diecezji naszej ojczyzny, szczególnie bez obecnego z nami Księdza Arcybiskupa Marka Jędraszewskiego. Dziękuję również za pomoc i błogosławieństwo Księdzu Biskupowi Stanisławowi Napierale, Biskupowi seniorowi naszej diecezji.

ks. Artur Kasprzak