ŚWIATOWE DNI MŁODZIEŻY W HISZPANII, 10-23 Sierpnia 2011r.

I. Świadectwo

W dniach 16 – 21 sierpnia 2011 roku odbyły się w Madrycie Światowe Dni Młodych, miałem okazję i niewątpliwie wielką radość brać udział w tym wielkim święcie ludzi młodych z całego świata. 

Początkowo byłem sceptycznie nastawiony do tego wyjazdu, targały mną różnego rodzaju emocje z jednej strony taka zwyczajna ludzka ciekawość świata, jak to jest w pięknej i gorącej Hiszpanii, ciekawość spotkania z ogromną ilością ludzi, z drugiej strony obawa czy będę się umiał znaleźć w całkowicie nowym środowisku pośród ludzi których jeszcze w dniu wyjazdu praktycznie nie znałem. Po głowie chodziły różne myśli: czy to dla mnie, czy dam radę modlić się jednocześnie z tyloma ludźmi, kiedy dużo łatwiej rozmawia mnie się z Panem w ciszy i skupieniu, to wszystko przechodziło moje wyobrażenia. W czasie kiedy przychodziły te myśli, że może źle robię jadąc tam, może powinienem zostać w Polsce jakoś inaczej spędzić te wakacje starałem się je odrzucać, jednocześnie powierzając te wszystkie trudne sprawy Panu Bogu, oddając się Jemu bez reszty. Pamiętam, modląc się w intencji tych Światowych Dni Młodych polecałem organizatorów, uczestników to wszystko co będzie się działo w Hiszpanii. Jeszcze wtedy nie byłem świadom tego co będzie mi tam dane doświadczyć, co Pan Bóg przygotował dla mnie podczas tego Spotkania, bo gdybym był tego świadom jestem przekonany że żadne wątpliwości nie miałyby miejsca. Ktoś powiedział takie mądre słowa że: „piękne rzeczy rodzą się w bólach i trudach”, dziś patrząc z perspektywy czasu kilka tygodni po tamtych wydarzeniach, znajduję ich pełne uzasadnienie. 

Jakby było mało wszelkim wątpliwością dotyczącym tego wyjazdy, dzień przed odjazdem tj. 9 sierpnia dopadła mnie jakaś dziwna uciążliwa dolegliwość i gdyby nie ustała mój wyjazd byłby niemożliwy, trochę się bałem o wydane niemałe pieniądze których nikt by mi już nie zwrócił, o straconą może jedyną szansę na ciekawe wakacje. Wtedy jeszcze raz oddałem to Panu Bogu pomimo tego wszystkiego to działo się wkoło, aby zabrał to moje ludzkie myślenie moje ludzkie plany i aby działo się to co On chce. 

Nasz wyjazd do stolicy Hiszpanii na spotkanie z Ojcem Świętym Benedyktem XVI i 1,5 milionami młodych gotowych pójść za Chrystusem ludzi rozpoczął się 10 sierpnia br. w Kępnie. Przypadek? Wyjazd z Kępna, kiedy z Ostrowa także był organizowany i wydawać by się mogło jeszcze bardziej atrakcyjny bo 3-tygodniowy połączony ze zwiedzaniem wielu ciekawych i świętych miejsc po drodze do Hiszpanii. Z Kępna, gdzie na 55 osób, które jechały z nami znałem dwie góra trzy, ludzie którzy mnie znają powiedzą, że to trochę nie w moim stylu, ale Pan Bóg chciał inaczej i widział w tym swój plan o czym przekonałem się później. 

W sumie cały nasz pobyt w Hiszpanii trwał 2 tygodnie, pierwszy tydzień spędziliśmy w Guadarramie, jest to mała malownicza miejscowość znajdująca się 49 kilometrów od Madrytu. W Guadarramie znajduje się taki Ośrodek rekolekcyjny prowadzony przez francuską Wspólnotę Chemin Neuf, która przyjęła nas pod swoje skrzydła i przygotowała swoiste rekolekcje wprowadzające nas w to co miało dziać się, tydzień później w Madrycie już podczas Światowych Dni Młodych. Dookoła ośrodka znajdowały się urzekająco piękne pasma górskie a na jego terenie: basen, korty tenisowe, boiska do gier zespołowych, wszystko to budziło moje zainteresowanie, ale zdecydowanie nie to było tam najważniejsze. 

W Guadarramie spędziłem cudowne chwile, był to czas odkrywania Pana Boga w drugim człowieku, poznawania tego w jaki sposób inne narody modlą się i wyznają wiarę w Jednego tego samego Boga. To było piękne przeżycie widząc wzajemną życzliwość młodzieńczy entuzjazm i sympatię a przede wszystkim jedność wśród tak wielu wydawać by się mogło bardzo różniących się od siebie osób. Czas w Guadarramie był wypełniony modlitwą, licznymi spotkaniami w grupach, dzieleniem się Słowem Bożym, własnymi wrażeniami w pobytu, konferencjami głoszonymi przez wielu znanych i cenionych na całym świecie głosicieli Słowa Bożego jak m.in. o. Raniero Cantalamessa czy o. Jacques Verlinde. Każdy z nas miał czas na codzienną modlitwę indywidualną, rozmyślanie i Adorację Najświętszego Sakramentu. Najważniejszym, centralnym punktem każdego dnia była Eucharystia, której przewodniczyli zaproszeni biskupi z poszczególnych krajów. „Polskiej” Mszy św. przewodniczył biskup pomocniczy Archidiecezji Łódzkiej Ireneusz Pękalski. Pomimo różnorodności języków jakimi posługiwali się uczestnicy, najbardziej słyszalny był tam jeden wspólny język, mam na myśli język miłości i jedności o który tak zabiegał błogosławiony Jan Paweł II. To Pan Bóg sprawił że czas spędzony w Guadarramie był tak niesamowity a to co tam usłyszałem i czego doświadczyłem na długo pozostanie w moim sercu i ufam że przyniesie to piękne owoce w codziennym życiu. Podczas tego tygodniowego pobytu w Guadarramie miało miejsce wiele ciekawych głęboko poruszających momentów, wydarzeń, ale jedno dotknęło mnie szczególnie mam na myśli „wieczór pojednania”. 

Wieczór pojednania miał miejsce w piątek i był poprzedzony drogą krzyżową, która była poprowadzona w formie zupełnie innej, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni, mianowicie każdy gotowy na to tego uczestnik drogi krzyżowej mógł mieć związane ręce, w czasie rozważań do czterech stacji słyszeliśmy głębokie świadectwa często tragicznych historii młodych ludzi walczących o swoją wiarę, świadectwa ludzi którzy w życiu przeszli nie jedno trudne doświadczenie a pomimo tego mogą powiedzieć za św. Pawłem: „…wiary ustrzegłem”. Po drodze krzyżowej miał miejsce wieczór pojednania, podczas którego każdy z uczestników mógł samodzielnie wybrać formę w jaki sposób będzie się modlił i w jaki przeżyje ten szczególny wieczór. Szczególnego klimatu temu wydarzeniowi dodawała pogoda, mianowicie była burza w oddali ciemne niebo co jakiś czas przecinały jasne wstęgi światła. W ten sposób rozpoczął się wieczór pojednania, każdy z nas pogrążony w modlitewnej zadumie dokonał wyboru z jaki sposób chce oddać ten wieczór Stwórcy. Jedni pozostali przy krzyżu który nieśliśmy podczas drogi krzyżowej aby go adorować, inni potrzebowali się wyspowiadać czy tez po prostu porozmawiać z księżmi czy członkami Wspólnoty Chemin Neuf, ja udałem się do miejsca wzorowanego na amfiteatr, gdzie na „otwartym powietrzu” wystawiony był Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie. Podczas tej rozmowy z Panem niesamowity był taki spokój u ludzi modlących się obok, bowiem po czasie zaczął padać deszcz i wiatr się wzmógł a my jak gdyby nic wpatrywaliśmy się w podświetlone Oblicze Pana. To było niesamowite doświadczenie takie beztroskie przylgnięcie i oddanie się w opiekę Jezusowi. 

Po tygodniu spędzonym w Guadarramie gdzie byliśmy wprowadzani i przygotowywani na to, co miało wydarzyć się w Madrycie, wyjechaliśmy do stolicy Hiszpanii, aby tam dać świadectwo wiary i spotkać się zarówno z ponad milionem młodych ludzi, którzy przyjechali w podobnym celu jak my, ale i z tymi którzy nie spotkali jeszcze Pana Jezusa na swojej drodze życiowej.

Hasło Światowych Dni Młodych w Madrycie brzmiało: „Zakorzenieni i zbudowani na Chrystusie, mocni w wierze” (por. Kol 2,7). Hasło bardzo aktualne w dzisiejszych trudnych czasach, kiedy trzeba jeszcze mocniej niż kiedykolwiek dać świadectwo wiary w Jednego Pana Jezusa Chrystusa, kiedy szatan wykorzystując łatwowierność i naiwność ludzi próbuje niszczyć to wszystko to co Chrześcijaństwo budowało przez lata. 

Zatem konieczne jest przeciwstawianie się złu, wykorzystując do tego celu narzędzia, które pozostawił nam Jezus Chrystus, a więc Ewangelię oraz wzajemną miłość między ludzką i poszanowanie podstawowych praw człowieka. Błogosławiony Jan Paweł II zwykł mawiać o ludziach młodych słowami samego Chrystusa „Wy jesteście solą ziemi, wy jesteście światłem świata” (por. Mt 5, 13-14) tak brzmiało też hasło Światowych Dni Młodych w Toronto w Kanadzie w 2002 roku. Słowa te wzywają do refleksji nad tożsamością, powołaniem i posłannictwem ludzi młodych w wielokulturowej i wielowyznaniowej społeczności XXI wieku. 

Widzimy przez to jak wielką wagę i znaczenie przykładał Ojciec Święty do ludzi młodych jako istotnego elementu żywego Kościoła na całym świecie. 

Ojciec Święty Benedykt XVI nadając hasło na Światowe Dni Młodych w Madrycie „Zakorzenieni i zbudowani na Chrystusie, mocni w wierze”, jeszcze raz podobnie jak Poprzednik daje wyraz nadziei jaką pokłada Kościół Święty w ludziach młodych.

Jadąc do Madrytu każdy z nas był świadomy jaka odpowiedzialność na nim ciąży. Mam na myśli odpowiedzialność za głoszenie Ewangelii Dobrej Nowiny, mówienie każdemu pogubionemu człowiekowi, który nie spotkał Pana, że Chrześcijaństwo to nie religia ludzi smutnych, ograniczonych jakimiś nakazami i zakazami, ale Chrześcijaństwo to Żywy Kościół pełny ludzi radosnych, pięknych, miłujących się wzajemnie Miłością Pana Jezusa, „ bo nie ma Miłości większej niż ta gdy Ktoś życie oddaje za przyjaciół swych”.

Do Madrytu przybyliśmy 15 sierpnia w Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny było to godzinach późno południowych. Jedno co mnie zdumiało od samego początku, to że święta w Hiszpanii (szczególnie święta maryjne) traktowane są z wielkim szacunkiem i powagą, rzadko w taki dzień spotka się otwarty sklep czy pracujący zakład, a ruch na ulicy jest znacznie mniejszy, w związku w tym mieliśmy trudności żeby dostać się do szkoły gdzie był zaplanowany nocleg. Kolejny dzień to już przygotowanie na rozpoczęcie Światowych Dni Młodych, które miała zainaugurować uroczysta Msza św. pod przewodnictwem kardynała Madrytu arcybiskupa D. Antonio Rouco Vareli. Kardynał na wstępie swojej homilii zwrócił się do przybyłych słowami: „Droga młodzieży świata: Witajcie w Hiszpanii!” Spotkało się to z olbrzymim entuzjazmem i aplauzem z strony około miliona młodych ludzi . Poczuliśmy się wtedy jak jedna wielka rodzina, którą zgromadził wokół swojego ołtarza Jezus Chrystus. Było bardzo ciepło około 38 stopni w cieniu, milionowy tłum, każdy z nas wykończony kilku godzinnym czekaniem na rozpoczęcie Eucharystii, dlatego taka reakcja wzbudziła we mnie ogromny zachwyt i nadzieję że ten świat nie jest taki zły i zepsuty, na jaki kreują go współcześnie środki masowego przekazu, a wręcz przeciwnie, to co można było zobaczyć wtedy na placu Cibeles i każdego następnego dnia w Hiszpanii było niesamowite i nie da się tego opisać najpiękniejszymi słowami, panowała wielka miłość i jedność pomimo wielu barier czy to językowych, kulturowych, społecznych ludzie odnosili się do siebie z szacunkiem sympatią. Jako przykład podam to w jak sposób ludzie podawali między sobą butelki z wodą, gdzie każda kropla była na wagę złota, nie miało większego znaczenia czyja jest to woda, liczył się drugi człowiek, który jest w tej chwili w większej potrzebie. 

Coś niesamowitego niezapomnianego, coś co napawa olbrzymią dumą i radością, pozwala mieć nadzieję że ludzie nie są tacy źli. Z takich moich refleksji jakie się wtedy nasunęły to, że chyba nie ma złych ludzi, są tylko tacy którzy nie spotkali jeszcze Chrystusa. 

Ludzie z natury są dobrzy bo tacy zostali stworzeni, do miłości. Człowiek szuka całe życie miłości, im dalej znajduje się od Chrystusa, który jest Miłością, tym jest coraz bardziej niespokojny, zagubiony i pewnie stąd biorą się te wszystkie zachowania, które my nazywamy złem. Dlatego tym większa nasza rola jako Chrześcijan, Katolików, aby nieść Dobrą Nowinę do ludzi, którzy zagubili gdzieś w swoim życiu to co najważniejsze, że jedynie w Bogu można znaleźć to co jest najbardziej potrzebne – Miłość. 

Każdy dzień spędzony w Madrycie podczas Światowych Dni Młodych miał w zasadzie podobnie ułożony plan, tak więc śniadanie, konferencja dla Polonii, Msza św. czas wolny i wieczorne spotkania. Konferencje dla naszej grupy głosili m. in. Metropolita warszawski kardynał Kazimierz Nycz, oraz metropolita sandomierski biskup Krzysztof Nitkiewicz do niedawna podsekretarz Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich. 

W czasie przeznaczonym na konferencje Księża Biskupi pozwalali młodzieży na zadawanie pytań na które chętnie odpowiadali, można było dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, posłuchać także głębokich świadectw Polaków przybyłych do Madrytu z różnych zakątków świata było to bardzo budujące doświadczenie. Po każdej konferencji był czas na to, aby każdy z nas pojednał się z Bogiem w Sakramencie Pokuty pozostali który już wcześniej skorzystali z tego Sakramentu mogli w ciszy adorować Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. 

Kolejnym i zarazem najważniejszym punktem dnia była Eucharystia sprawowana przez Biskupa który wcześniej głosił nam konferencje. Po Mszy św. był czas wolny który mogliśmy wykorzystać na zwiedzanie przepięknego i bogatego w liczne zabytki Madrytu. Wieczorami natomiast spotykaliśmy się jako jeden Wielki Międzynarodowy Żywy Kościół, aby wspólnie modlić się, błogosławić i wielbić Pana.

Mówiąc o wieczornych spotkaniach mam na myśli Mszę św. rozpoczynającą Światowe Dni Młodych, powitanie Ojca Świętego Benedykta XVI, a także Drogę Krzyżową prowadzoną przez Papieża. Były to niesamowite, głębokie w duchowe przeżycia chwile.  

Sobota 20 sierpnia 2011 roku, ten dzień wyglądał inaczej niż trzy wcześniejsze. Zaraz po Eucharystii i śniadaniu wyruszyliśmy na miejsce gdzie miała następnego dnia odbyć się Uroczysta Msza św. pod przewodnictwem Ojca Świętego, kończąca Światowe Dni Młodych w Madrycie. Ze względów logistycznych przy tak ogromnej ilości osób na lotnisko Qatro Vientos musieliśmy dostać się już dzień wcześniej i tam pod „gołym niebem” spędzić ponad 24 godziny wyczekując na punkt kulminacyjny Spotkania Młodych.

Od samego rana ogromna gorączka 39 stopni w cieniu, którego było „jak na lekarstwo, zmęczeni nieustannie bijącym słońcem, ale szczęśliwi z pieśnią na ustach zmierzaliśmy do celu. Po drodze po raz kolejny doświadczyliśmy gościnności od mieszkańców Madrytu, którzy to z okiem polewali nas zimną wodą czy to z wiader, wężami ogrodowymi, miskami. Było to cudowne doświadczenie i znak jedności z tymi ludźmi, którzy dziękowali nam w ten sposób dziękowali za przybycie na ich ziemie.

Po kilkunastu godzinach spędzonych w strasznym skwarze, zbliżał się wieczór a i nim całonocne czuwanie. Wraz z stopniowo zachodzącym słońcem z niepokojem obserwowaliśmy nachodzące z czterech stron ciemne chmury, a pojawiające się co jakiś czas ze wzmożoną częstotliwością błyski na niebie nie prognozowały niczego dobrego. Chwilę po rozpoczęciu wieczornego nabożeństwa zaczął padać intensywny deszcz, po czym rozległy się przeraźliwe grzmoty. Silny wiatr wiejący z czterech stron świata (nazwa lotniska na którym byliśmy Qatro Vientos oznacza „Cztery wiatry”) był ostatnim elementem tego co działo się później. Dookoła nas działy przerażające rzeczy, ludzie krzyczeli z przerażenia, wiatr był na tyle silny że przewrócił dwie ogromne kaplice z Najświętszym Sakramentem ustawione na lotnisku, a także krzyż stojący niedaleko ołtarza, a olbrzymie telebimy ułatwiające pielgrzymom oglądnie tego co się dzieje przy ołtarzu ruszały się nad naszymi głowami jak drzewa na wietrze. 

Można powiedzieć, ze przeżyliśmy chwile grozy. W pewnym momencie, kiedy miały miejsce te wydarzenia jedna z uczestniczek naszej grupy zaproponowała, abyśmy pomodlili się Koronką do Bożego Miłosierdzia, i tak też zrobiliśmy. Stanęliśmy w sześć osób w kole, głowami zwróceni do siebie, niemalże bark w bark tak, że wiejący wiatr nie przeszkadzał nam się modlić. Po zakończeniu Koronki stała się rzecz niesamowita na pewno będzie trudno uwierzyć w to osobą, które tego nie doświadczyły, ale jestem tego świadkiem, że po skończonej modlitwie przestał padać tak intensywnie deszcz, chmury jakby się rozeszły, jedynie co wiał jeszcze wiatr tyle, że już dużo słabiej. Po raz kolejny doświadczyłem jak silna jest moc modlitwy szczerej płynącej prosto z serca, niewymuszanej jakimiś zakazami czy nakazami. Chwilę później ze strony Madrytu zaczął wiać lekki, ale bardzo ciepły wiatr, który ogrzewał i osuszał zgromadzonych na tym wielkim placu pielgrzymów. Po zakończeniu wieczornego czuwania Ojciec Święty skierował do nas następujące słowa: 

„Drodzy młodzi,

Wypocznijcie dobrze. Dziękuję za ofiarę, jaką uczyniliście i którą, w co nie wątpię, złożycie wielkodusznie Panu. Zobaczymy się jutro, jeśli Bóg pozwoli, na Eucharystii. Czekam na was wszystkich. Przeżyliśmy razem przygodę. Mocni w Chrystusie potrafiliśmy się oprzeć deszczowi. Zanim stąd odejdę, pragnę życzyć dobrej nocy wszystkim, abyście dobrze odpoczęli. Dziękuję – za poświęcenie , które uczyniliście, które czynicie i wszystko to wielkodusznie ofiarujcie Panu. Do jutra, jeśli Bóg tak zechce. Czekam na was wszystkich. Dziękuję wam, wspaniałym ludziom, jakimi jesteście, także tej nocy. Z Chrystusem można zawsze stawiać czoła doświadczeniom życiowym. Nie zapominajcie o tym. Jeszcze raz dziękuję wszystkim.”

Słowa te były ponownym utwierdzeniem nas w przekonaniu, że człowiek choćby fizycznie miał być najsłabszy z Chrystusem jako solidnym fundamentem, może dokonać rzeczy wielkich. W nocy każdy z nas mógł iść adorować Jezusa w Najświętszym Sakramencie, dziękować za ten niesamowity czas, niezmierzonej łaski jaki otrzymał tam w Hiszpanii. 

W następnego dnia była niedziela Dzień Pański a zarazem dzień kończący Światowe Dni Młodych w Madrycie. 

Ojciec Święty na początku Eucharystii skierował do młodych następujące słowa: 

„Drodzy Młodzi! Wiele myślałem o was w tych godzinach, w których nie widzieliśmy się. Mam nadzieję, że mogliście choć trochę się przespać pomimo niesprzyjającej pogody. Jestem pewien, że dziś o poranku wznosiliście nie tylko oczy, ale i serce, i w ten sposób modliliście się. Bóg potrafi wyprowadzić dobro ze wszystkiego. Z tą ufnością, wiedząc, że Pan nigdy nas nie opuszcza, rozpoczynamy naszą celebrację Eucharystii, pełni entuzjazmu i mocni w wierze.”

Eucharystia pamiątka męczeńskiej śmierci naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa, przypomina nam za każdym razem, że ostatecznie to Życie pokona śmierć. Każdy z nas ludzi jest poddawany wielu próbom tu na ziemi, codziennie doświadczamy wielu trudności, spotykamy się z przeciwnościami, ale mamy to wielkie szczęście być wybranymi po imieniu przez samego Boga. 

Nasz Pan, Jezus Chrystus do każdego z nas, bez wyjątku, codziennie przychodzi z Dobrą Nowiną, tylko nie zawsze to zauważamy czasem bronimy się przed tym co chce nam przekazać. Dobry Bóg najlepiej wie czego nam najbardziej potrzeba, aby osiągnąć Życie Wieczne w Niebie. 

Na zakończenie Mszy św. po modlitwie Anioł Pański Ojciec Święty Benedykt XVI skierował do uczestników słowo posłania w różnych językach. Papież do Polaków powiedział:  

„Drodzy młodzi Polacy, silni wiarą, zakorzenieni w Chrystusie! Niech owocują w was otrzymane w tych dniach od Boga talenty. Bądźcie Jego świadkami. Nieście innym orędzie Ewangelii. Waszą modlitwą i przykładem życia pomagajcie Europie odnaleźć jej chrześcijańskie korzenie.”

Po Mszy św. udaliśmy się na miejsce noclegu, brudni, zmęczeni, ale jak bardzo szczęśliwi i radośni, że mogliśmy tam być. Teraz jeszcze bardziej utwierdzeni i zakorzenieni w Chrystusie, wierzący że nic nie jest w stanie nas odłączyć od tej Jedynej Prawdziwej Miłości. 

Czas spędzony tam w Hiszpanii, na długo pozostanie w mojej pamięci i sercu. Najpierw ten tydzień głębokich rekolekcji i wsłuchiwania się w Słowo Pana w Guadarramie, następnie czas spędzony w Madrycie wśród milionów młodych zakochanych w Chrystusie ludzi. Nie wszystko co tam miało miejsce, da się wyrazić słowami. 

Jestem przekonany o tym, że to Pan Bóg wysłał mnie tam, pomimo tych licznych przeszkód, o których pisałem wcześniej, jakie napotkałem przed samym wyjazdem. Od tamtego czasu moja wiara jeszcze bardziej się umocniła, inaczej patrzę na wiele spraw, dostrzegam coraz więcej swoich wad niedociągnięć i chcę z nimi walczyć, ale wiem że sam sobie z tym nie poradzę, obok mnie jest Jezus Chrystus i drugi człowiek. W takim towarzystwie można wiele zrobić, można budować Królestwo Boże już tu na ziemi, aby jego pełnię osiągnąć później w Niebie… .

Tego wszystkim Wam i sobie życzę!

Marcin

 

II. Świadectwo

W dniach 16-21 sierpnia odbyły się Światowe Dni Młodzieży w Madrycie pod hasłem Zbudowani na Chrystusie Mocni w wierze. Nasza Kaliska grupa wraz z Kępińską wyruszyła na szlak pielgrzymowania już 10. sierpnia. Naszymi opiekunami był ks. Artur Kasprzak Diecezjalny Duszpasterz Akademicki z Kalisza, a także ks. Rafał Lubryka Diecezjalny Duszpasterz młodzieży, działający w Kępnie.

Pierwszy tydzień spędziliśmy w malowniczej miejscowości Guadarramie, gdzie znajdował się ośrodek prowadzony przez francuską Wspólnotę Chemin Neuf. Przeżyliśmy tam wspaniały czas duchowego przygotowania na spotkanie z Chrystusem w jedności z Ojcem Świętym Benedyktem XVI. To było coś wspaniałego – zobaczyć tyle młodych ludzi z różnych zakątków świata i modlących się wspólnie, chwaląc Pana pieśnią i tańcem. Czas w Guadarramie był wspaniale zorganizowany. Uważam, że każdy młody człowiek mógł znaleźć coś dla siebie, miejsce gdzie mógł spotkać się tak naprawdę z Bogiem. Były różne konferencje tematyczne m.in. z o. Ranierro Cantalamessą czy o. Jacques Verlinde. Był także czas na osobistą modlitwę, Adorację, dzielenie się swoimi przeżyciami w grupach, ale także coś dla ciała. W ośrodku znajdował się basen, korty, tenisowe, boiska do siatkówki, koszyków oraz wiele zieleni, na której każdy mógł się zrelaksować i porozmyślać na cudami, jakie się działy w tym miejscu.

Ja osobiście najgłębiej przeżyłam „wieczór pojednania”, który był poprzedzony niezwykłą drogą krzyżową. Mimo że były rozważane tylko cztery stacje to wystarczyło by poruszyć moje serce. Każdy z uczestników, jeśli wyraził taką wolę mógł mieć związane ręce. Sznur ten był symbolem wszelkich naszych zniewoleń, lęków i wszystkiego tego z czym borykamy się na co dzień i co nie pozwala nam oddać się do końca Jezusowi. Na koniec każdy z uczestników mógł podejść do krzyża i oddać wszystkie swoje zniewolenia Jezusowi, wrzucając sznur w wyznaczone miejsca. To było coś cudownego poczułam wielką wolność i siłę jakbym mogła góry przenosić ! W tym dniu mieliśmy także możliwość skorzystania z Sakramentu Pojednania, rozmowy z księżmi lub członkami grupy Chemin Neuf, napisania listu do Boga lub osoby z którą chcielibyśmy się pojednać. Była także możliwość Adorowania Pana przed krzyżem lub w Najświętszym Sakramencie. Wieczorze tym towarzyszyła „piękna” burza z piorunami, a deszcz, który na nas padał był jak ożywcze łaski z nieba. Adorując Pana przy krzyżu, chciałam skorzystać jeszcze z innej zaproponowanej formy jednak nie byłam wstanie, nie wiedziałam co się dziej, myślałam że po drodze krzyżowej moje życie się zmieniło a znów odczułam niemoc. Przemoczona i zła wróciłam do namiotu. Następnego dnia wstałam o 6 rana i poszłam pod krzyż, gdzie nie było nikogo; byłam sam na sam z Panem i wtedy właśnie doznałam Jego Miłości. To było coś niesamowitego ! Dostałam więcej niż się spodziewałam. Otóż Pan dotyka nie wtedy kiedy my chcemy, ale wtedy, kiedy On sam zdecyduje.

Po tak wspaniałych przygotowaniach pojechaliśmy do stolicy Hiszpanii Madrytu, gdzie mieliśmy się spotkać z Ojcem Świętym. Czas w Madrycie był także wypełniony konferencjami oraz codzienną Eucharystią. Mieliśmy też sporo czasu na zwiedzanie i poznawanie miasta. Spotykaliśmy się z życzliwością mieszkańców, choć zdarzały się także grupy przeciwne ŚDM. Kulminacyjnym punktem było czuwanie na lotnisku z Ojcem Świętym. I tu znów zaskoczyła nas ulewna burza z błyskawicami ! Mimo, że całkowicie przemokłam wiedziałam, że to nie jest zwyczajny deszcz, tylko znów łaski, które zsyłane są na nas młodych z Nieba. Msza kończąca ŚDM była uwieńczeniem tego całego niezwykłego czasu. Zjednoczeniem nas wszystkich w jednym miejscu na wspólnej modlitwie z Ojcem Świętym, gdzie nie było żadnych barier rasowych, językowych, wszyscy mówiliśmy jednym językiem, językiem Miłości do Boga.

Oprócz wielu duchowych przeżyć, poznałam wielu wyjątkowych ludzi i jestem bardzo wdzięczna Bogu, że postawił mi ich na swojej drodze. Zachęcam wszystkich do przeżycia ŚDM. Ja byłam pierwszy raz, i nie żałuje, mimo że byłam tam z początku bardziej z ciekawości niż głębokiego pragnienia przeżycia tego wydarzenia. Tego czasu nie zapomnę do końca życia. To trzeba przeżyć samemu. Żadne słowa nie wyrażą tego czego można wtedy doświadczyć. Zakosztowałam tego wszystkiego dzięki Duszpasterstwu Akademickiemu działającemu w Kaliszu przy Świętym Józefie. To tu dowiedziałam się o Światowych Dniach Młodzieży, to tu zostałam zachęcona do wyjazdu.

BLANKA

Ps. Marcin i Blanka są w tej chwili szczęśliwym małżeństwem :-)